do pola!

Kraków, 2018

Jest taka strategia zażartej walki o pokój – aż trup ściele się gęsto. Celują w niej podobno jasnoocy idealiści z lewa? Nie wiem, a plotce nie wierzę. Że młodzież chętniej ulega nieuzasadnionej nadziei na powszechne szczęście? Znam upartych naiwniaków chyba w każdym wieku i żadna wiarygodna statystyka na tym nie urosła. Potrafię sobie również wyobrazić przyszłość homo sapiens jako piknik, ale historia uczy, iż w naszej rodzinie prozaiczne spory o to, czy możemy wrzucić na ruszt psie mięso lub wieprzowinę, kończą się czasem fatalnie. Wolałbym zatem solidne badania: i nad zawartością dwudziestoletnich głów, i w sprawie widoków na lepszy świat.

Najlepszej próby bezczelność

Anthony Bourdain. Kucharz, włóczykij, idol. Na marginesie kulinarnych felietonów zebranych w tomie „Nasty bits” czyni uwagę, która przez nieodpartą oczywistość może być bezczelnym banałem lub skupionym momentem fantastycznej przenikliwości. Jak – pyta retorycznie – stworzyć osobistą opowieść o tym, co nieodwracalnie nas dotknęło, gdy przelotnie skonfrontowani ze spektakularnym obiektem tracimy zdolność mówienia? „W końcu [...] człowiek jest po prostu szczęśliwy, że tam był i dożył, by to wszystko zobaczyć na własne oczy” [Bourdain 2011, 15]. Przy okazji na mapie własnego życiorysu zaznacza dwa miejsca dramatycznych wzruszeń: Machu Pichu i Angkor Wat.

I chociaż u celu najważniejszych podróży faktycznie stajemy oniemiali, to skrawki życiorysu, z których składamy cenne wspomnienia, pozostają zadziwiająco zwyczajne i statystycznie powtarzalne. Jak przypuszczam, Anthony Bourdain i ja zwiedzaliśmy Angkor Wat podobnie – w trybie turystycznym – powielając kroki, gesty i zagapienia miliona ludzi każdego roku w rozpatrywanym okresie przybywających do Siem Reap [Neth 2011, 150-158]. Różnica dostępnego komfortu? Według celebritynetworth.com oraz therichest.com przeliczalna na sumy wielocyfrowe w najtwardszych walutach, zatem wystarczająco oczywista. Choć jednak przywykliśmy widzieć w niej czynnik ważniejszy niż wilgotność powietrza lub aktywność owadów, jest równie jak one przypadkowa i nie mniej drugorzędna. Poszczególne wspomnienie, które (pomimo otępiającego luksusu, lepkiego powietrza czy nietaktownych insektów) próbujemy na dobre uchwycić, staje się w końcu częścią niekomunikowalnego zasobu prywatnej mitologii.

Zobaczyć – pisze Bourdain. Ale kucharz – zawodowiec nosa i języka – nie dał się chyba zwieść dyktaturze naoczności, która redukuje pamięć do „wylizanych” (copyright by Witkacy) obrazów. Nie wątpię jednak, że zuchwały parzygnat dotknął sprawy kluczowej. Przejrzawszy teraz własny materiał, potwierdziłem powracające od dawna przeczucie, że prawie nie pamiętam Kambodży jako wyraźnie zarysowanej przestrzeni lub przynajmniej tła, po którym się prześlizgnąłem. I fotografie w niczym nie zmieniają tego dziwnego braku ostrości widzenia. Choćby rzetelnie dokumentalne aż do granic nudy.


BIBLIOGRAFIA
Bourdain A., 2011, Głodne kawałki, czyli musztarda przed obiadem. Kill Grill 2, przeł. W. Lamot, Warszawa, ISBN 978-83-7414-940-2.
Neth B., 2011, Angkor as World Heritage Site and the Development of Tourism. A Study of Tourist Revenue in the Accommodation Sector in Siem Reap-Angkor, [in:] World Heritage Angkor and Beyond. Circumstances and Implications of UNESCO Listings in Cambodia, ed. B. Hauser-Schäublin, Göttingen, ISBN 978-3-86395-032-3, p. 147-176.